Witam państwa! To mój debiut w salonie24, mam nadzieję, że znajdę czas na pisanie, a ktoś w mętnej głębi tego serwisu dostrzeże moje posty, przy odrobinie szczęścia może nawet je przeczyta. Pierwszy post przyszło mi pisać prawie tydzień po przedterminowych wyborach do parlamentu. Po długiej i męczącej kampanii wyborczej (męczącej oczywiście z perspektywy człowieku zmuszonego do oglądania tej medialnej orgii), w niedzielę 27 października przyszło nam oddać arcyważne głosy. O godzinie 22:55 dowiedzieliśmy się, że "demokracja została ocalona". Od prawie dwóch lat, media raczyły nas informacjami o tym, że demokracja w naszym kraju jest zagrożona albo przynajmniej niedojrzała. Redaktorzy poczytnych pism analizowali żmudnie psychikę obydwu braci Kaczyńskich, doszukując się w nich cech Gomułkowskich, Gierkowskich; politycy tzw. "lewicy" porównywali elekta nawet do Hitlera, a kierunek polityczny, który obrał ochrzcili (lub jak tam w warstwie postępowej "lewicy" nazywa się tradycja nadawania imion) "złowrogim Kaczyzmem". A gmin i "inteligencja" opowiadały sobie czerstwe żarciki o politykach związanych z partią rządzącą. Tymczasem ówczesny rząd zorganizował przedterminowe wybory, jaknajbardziej demokratyczne. Co więcej, te wybory przegrał. Tak bombradowany tymi złowróżebnymi informacjami o autokratycznych cechach naszego expremiera i jego brata, spodziewałem się zobaczyć wieczorem w telewizji Jarka mówiącego, że zgodnie z postanowieniami konstytucji, ukonstytuowała się rada ocalenia narodowego. W poniedziałek nie zauważyłem jednak ani jednego czołgu, ani jednej suki, ani Jarka wypowiadającego stan wojenny zamiast "Kawy czy Herbaty". To zagrożenie dla demokracji było zdecydowanie przereklamowane. Jedno jest pewne, widząc dzieciaki spędzone do urn, w t-shirtach ze sloganem "spieprzaj dziadu", uradowanych tym, że spełniają dziejowy obowiązek - doszedłem do wniosku, że demokracja w naszym kraju faktycznie jest niedojrzała.